Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bio. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 grudnia 2011

Kurtyna.


Ostatniej niedzieli lipca Vincent wyszedł z pensjonatu, w którym się zatrzymał. Skierował się w stronę pola dojrzałego zboża, które kilka dni wcześniej uwiecznił na pejzażu z krukami. Nikogo nie spotkawszy przedostał się na podwórze fermy, gdzie przestrzelił sobie pierś. Zdołał doczołgać się do swojego pokoju. Tam zmarł dwa dni później w obecności brata. Mial trzydzieści siedem lat.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Na krawędzi


Z każdym dniem czułem się gorzej, stany halucynacyjne powtarzały się coraz częściej.  Sąsiedzi wnieśli petycję przeciwko mnie.  W końcu z własnej woli trafiłem do domu zdrowia w Saint- Remy. Było to 3 maja 1889 roku.
Spędziłem tam rok. Malując i rysując jak opętany. Pracę przerywały mi tylko nawroty choroby, którym towarzyszyła bolesna depresja. Jedynym oparciem w tych ciężkich chwilach, był mój brat, wielkoduszny Theo. Następnie trafiłem do szpitala w Auvers- sur- Oise.
Popadam w beznadziejny smutek… moje ręce są nieposłuszne, nie mogę już malować. Moje prace nie mają żadnej wartości... Jestem coraz słabszy. Muszę coś z tym zrobić, nie mogę tego znieść.

sobota, 17 grudnia 2011


W październiku 1880 roku rozpocząłem naukę rysunku w Brukseli- kopiowałem obrazy Mileta.  Po raz kolejny zdecydowałem się odwiedzić rodziców, tak więc  czas od kwietnia do grudnia 1881 roku spędziłem w Etten. Tam czekał mnie kolejny zawód miłosny- zostałem odrzucony przez kuzynkę Kee i postanowiłem wyjechać do Hagi. Serdecznie przyjął mnie tam mój krewny- malarz  Mauve.
Pewnego dnia, przechadzając się ulicami miasta spotkałem Krystynę. Była ona prostytutką. Przygarnąłem tę brzydką, pijaną i w dodatku brzemienną istotę i opiekowałem się nią przez dwadzieścia miesięcy.
Po raz kolejny moje życie się skomplikowało. Ojciec nie rozumiał mojego zamiłowania do sztuki, równocześnie zerwałem z Mauvem i Izraelsami ze szkoły w Hadze.
W grudniu 1883 roku zawitałem do Nuenen, gdzie poświęciłem się sztuce- robiłem studia wrzosowisk, chałup, tkaczy, chłopów.
Wkrótce po śmierci ojca, w listopadzie 1885 wyjechałem do Antwerpii.  To był chyba moment zwrotny w moim życiu. Tam poznałem Rubensa, a razem z nim radość życia. Wtedy też po raz pierwszy spotkałem się ze sztuką japońską. Zachwyciła mnie ona, dlatego też zacząłem kupować drzeworyty- crepons, które dumnie wieszałem w swoim pokoju, aby następnie je kontemplować i studiować. W lutym 1886 roku postanowiłem pojechać do Paryża, gdzie czekał na mnie troskliwy i kochający brat Theo. Tam olśniły mnie obrazy impresjonistów. Poznałem Pissarra, Degasa, Gauguina, Signaca. W czerwcu zapisałem się do atelier Cormon, gdzie poznałem nowych przyjaciól- Toulous- Lautreca i Emila Bernard. Z zapałem malowałem ulice Paryża, portrety, kwiaty.  Nagrodą było wystawienie moich prac wraz z obrazami Moneta, Guillaumina i Signaca. Francuski impresjonizm wywołał we mnie przełom. Odczuwałem wielką potrzebę wyzwania. Pracowałem jak szalony, czego efektem było 200 obrazów w ciągu 20 miesięcy.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Trochę o mnie

Nazywam się Vincent. Urodziłem się 30 marca 1853 roku w miejscowości Groot- Zundert. Pochodzę z rodziny protestanckiej a mój ojciec jest pastorem.
Gdy miałem dwadzieścia lat wyjechałem do Londynu. Spotkało mnie tam wielkie rozczarowanie- zakochałem się w córce gospodyni, u której mieszkałem. Odrzuciła ona me oświadczyny. Zawód ten utwierdził mnie jedynie w przekonaniu, że Londyn nie jest dobrym miejscem dla mnie. Niezwłocznie opuściłem miasto, z którym wiązało mnie tyle złych wspomnień, aby podjąć pracę w Paryżu.
Paryż, Paryż... miejsce to zawładnęło mną- zapoznawałem się z najmodniejszymi prądami intelektualnymi, czytałem książki, zwiedzałem muzea. W tym czasie dotarło do mnie, że mam powołanie do stanu duchownego.  Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, w roku 1876 znów udałem się do Anglii, gdzie zamieszkałem u anglikańskiego duchownego.  Chciałem głosić ewangelię wśród najuboższych. Religia mnie wzywała- chciałem pocieszać maluczkich.  Jednak nie dane mi było- moja aplikacja do szkoły została odrzucona.  Zdecydowałem się na powrót do rodziców- Boże Narodzenie spędziłem już w Etten.
Między styczniem a kwietniem 1877 roku pracowałem jako subiekt w księgarni w Dordrechcie. Jednak egzystencja praktyczna i uregulowana nie była dla mnie- trawiła mnie religijna żarliwość, więc postanowiłem wyjechać do Amsterdamu. Był to dla mnie czas przygotowań do egzaminu wstępnego do seminarium.  Pracowałem ciężko przez 14 miesięcy…na marne. Wróciłem do rodziny.
Ojciec zmartwił się tak bardzo moimi trudnościami, że zapisał mnie do szkoły misyjnej w Brukseli. W grudniu 1878 roku wyjechałem do Borinage  w Belgii, gdzie zamierzałem podjąć działalność apostolską wśród górników. To było odludzie. Żyłem tak jak oni- nędznie- sypiałem na drewnianej pryczy w budzie, dzieliłem ich troski, pielęgnowałem chorych. Jednak po raz kolejny- wszystko to nadaremnie.
Rok 1879 był początkiem najgorszego okresu w moim życiu…nastąpiły dla mnie miesiące biedy, przygnębienia, lęku i włóczęgi po bezdrożach. Postanowiłem zostać malarzem.